Chłodne spojrzenie na rok 1939 - Anatol LIEVEN


Polsko-rosyjski spór na temat wydarzeń 1939 roku to starcie dwóch sprzecznych narodowych mitologii, za którymi kryją się polityczne kalkulacje obu państw. Polska prawica, w tym urzędujący prezydent, wykorzystuje pamięć o roku 1939 i straszy widmem kontynuacji sowieckiej polityki, by podsycić nacjonalistyczne emocje i zbić polityczny kapitał. W Rosji, której aparat władzy i bezpieczeństwa opiera się w znacznym stopniu na instytucjach odziedziczonych po Związku Radzieckim, tandemowi Putin-Miedwiediew również udało się podbić nacjonalistyczny bębenek i uniknąć potępienia licznych sowieckich zbrodni.

Postronny obserwator mógłby uznać, że winę za ten niepotrzebny spór ponosi w głównej mierze strona polska. Rosyjskie władze już dawno przeprosiły za pakt Ribbentrop-Mołotow i masakrę katyńską. Co do moralnej ekwiwalencji pomiędzy historią hitlerowskich Niemiec i sowieckiej Rosji – wycofanie się ZSSR z Europy Wschodniej po roku 1989 a następnie jego samorozwiązanie (jak na tak duże państwo, wyjątkowo pokojowe), zdają się przeczyć tym zarzutom. Trudno sobie wyobrazić podobny scenariusz w wydaniu Niemiec hitlerowskich.

Ponadto należy uznać fakt, że radzieckie zwycięstwo w II Wojnie Światowej, które narzuciło Polsce straszliwy system komunistyczny, jednocześnie ocaliło Polskę przed znacznie tragiczniejszym losem pod rządami nazistów – co ujawniają hitlerowskie plany systematycznej zagłady narodu polskiego.

Z drugiej jednak strony, winą za obecny spór można też obarczać władze rosyjskie, które nie potrafiły zmierzyć się w należyty sposób z historią sowieckich zbrodni. Fakt, że wiele rządów na świecie domagających się od Rosji historycznych rozliczeń nie zdołało stawić czoła demonom własnej przeszłości może tu stanowić pewne usprawiedliwienie, jednak nie dość przekonywujące.

Powinnością rosyjskiego rządu jest zbadanie i rzetelna debata na temat sowieckich zbrodni. Władze Rosji są to winne nie tylko innym narodom, ale też własnym obywatelom, bo – w przeciwieństwie do nazistów – wśród ofiar Stalina znalazło się tak wielu rdzennych Rosjan lub mieszkańców obecnej Federacji Rosyjskiej. W tym właśnie tkwi, według mnie, sedno obiektywnej oceny obecnego sporu w sprawie 1939 roku. Władimir Putin ma w zasadzie rację co do ówczesnych strategicznych kalkulacji, lecz zupełnie nietrafnie ocenia systemy polityczne tamtych czasów.

W tym miesiącu polski prezydent Lech Kaczyński przeprosił za rolę Polski w dokonanym przez Hitlera rozbiorze Czechosłowacji, oświadczając, że „udział Polski w aneksji Czechosłowacji w 1938 r. był nie tylko błędem, lecz przede wszystkim grzechem.” Powinien był dodać, że było to konsekwencją wcześniejszego karygodnego błędu – paktu o nieagresji podpisanego przez Polskę z Niemcami hitlerowskimi w 1934 r., dokumentu, który ostatecznie zdemontował francuski układ sojuszniczy w Europie Wschodniej, i który znacznie utrudnił powstrzymanie ekspansji Niemiec hitlerowskich w połowie lat 30.

Jeśli chodzi o Wielką Brytanię i Francję, ukazało się wiele publicznych oświadczeń uznających oczywisty fakt, iż oba kraje nie tylko nie stanęły w obronie Czechosłowacji w 1938 r., ale mimo wypowiedzenia wojny Niemcom po ataku Hitlera na Polskę we wrześniu 1939 r. nie zrobiły nic, by udzielić Polsce wsparcia wojskowego. Działania sojuszników na froncie zachodnim podczas najazdu na Polskę zakrawały na kpinę. W przypadku Wielkiej Brytanii inaczej być zresztą nie mogło, ponieważ na tym etapie kraj ten dysponował jedynie trzema dywizjami w pełnej gotowości bojowej, zdolnymi do podjęcia walki na Kontynencie.

Rodzi się zatem pytanie: gdyby Stalin wypowiedział wojnę lub zaryzykował konflikt zbrojny z Niemcami w 1939 r., a Hitler po zajęciu Polski dokonał inwazji na Związek Radziecki, jakiego wsparcia udzieliłyby Wielka Brytania i Francja? Odpowiedź jest oczywista: jak w przypadku Polski – żadnego. Jeśli idzie o Stany Zjednoczone, ich brak zaangażowania w 1939 r. nie daje przedstawicielom USA mandatu do zabierania głosu w tych kwestiach. Premier Putin i inni rosyjscy dyplomaci mają pełne prawo, by im to wytknąć.

W kwestii hipotetycznej wojny radziecko-niemieckiej w 1939 r., zaistniałby jeszcze dodatkowy czynnik w postaci otwarcie wyrażanego w pewnych konserwatywnych kręgach w Wielkiej Brytanii i Francji życzenia wybuchu wojny faszyzmu z komunizmem, która położyłaby kres obu tym systemom.

Zatem z punktu widzenia strategicznych kalkulacji działania Stalina mające na celu odwrócenie sytuacji na niekorzyść Wielkiej Brytanii i Francji były całkiem zrozumiałe – większość krajów w takim położeniu postąpiłoby podobnie. To samo tyczy się kroków zmierzających do zwiększenia przewagi strategicznej Moskwy przez okupację wojskową wschodniej Polski i krajów nadbałtyckich.

Tyle realiów. Jednakże premier Putin i inni przedstawiciele Rosji nie do końca przyznali i być może nawet nie do końca rozumieją, iż choćby wiele rządów obrało strategię Stalina w 1939 r., mało który dopuściłby się równie straszliwych zbrodni: masowych mordów polskich jeńców wojennych, wymordowania znacznej części klasy rządzącej i inteligencji na zaanektowanych terytoriach, wysiedlenia i śmierci z głodu i chorób setek tysięcy zwykłych ludzi. Jeśli nie były to zbrodnie na skalę nazistowskiego holocaustu, były to bez wątpienia zbrodnie straszliwe, po których nastąpiły te jeszcze straszliwsze, popełnione na mieszkańcach Związku Radzieckiego.

Polacy i inne narody powinni przestać sugerować, że Związek Radziecki był moralnym odpowiednikiem Niemiec hitlerowskich, i że współczesna Rosja powinna zgodzić się z tą opinią. Jest ona niezmiernie obraźliwa dla wszystkich Rosjan, zwłaszcza licznej rzeszy tych, których rodziny dotkliwie cierpiały pod rządami Stalina. Takie podejście wręcz gwarantuje eskalację wzajemnej niechęci pomiędzy narodem polskim i rosyjskim, do której przełamania powinien dążyć każdy odpowiedzialny przywódca. Jednocześnie sami Rosjanie i każdy, komu leży na sercu dobro Rosji, winni domagać się od swojego rządu znacznie wnikliwszej publicznej analizy zbrodni ZSRR wymierzonych przeciwko własnemu narodowi i innym społeczeństwom.

Anatol Lieven jest profesorem Wydziału Studiów Wojennych londyńskiego King’s College oraz członkiem New America Foundation. Obecnie przygotowuje książkę o Pakistanie.

Tekst pochodzi z The New York Times/International Herald Tribune, 4 września 2009 r.

Więcej z działu: